czwartek, 9 grudnia 2010

Narcystycznie czyli autoportrety

Jedną z bolączek bycia fotografem jest to, że znajomi i rodzina mają dużo całkiem fajnych fotek, za to samemu uwiecznianym bywa się rzadko, bo przecież zwykle stoi się za aparatem.

Postanowiłem zmienić ten stan rzeczy i stanąć na chwilę po obu stronach.

Autoportret to dość trudne zadanie, bo ciężko jest jednocześnie fotografować i być fotografowanym, ale w erze digitalizacji jest to w wiele łatwiejsze niż było kiedyś, gdyż od razu można ocenić efekt na lcd.

Oto fotki jakie udało mi się zrobić. Lustrzanka na statywie, obok lampa błyskowa z parasolką.  I takie efekty.





Ściany w moim domu są bardzo kolorowe, więc zamiast udawać się do studia wykorzystałem je jako tło.





Jedna ściana nie ma koloru, bo jest szara. Ale za to nie jest jednolita więc też się nadała.






A tu krzesełko dałem, żeby nie było że wszystkie takie same.






Poniższe fotki też z jedną lampą, ale zamiast parasolki użyłem beauty dish'a własnej roboty, według przepisu znalezionego kiedyś w necie, ale już nie pamiętam gdzie. Daje wyraźnie twardsze światło niż parasolka, ale o miękkich krawędziach. Można sobie pogooglować, opisów tego sprzętu i jak go zrobić w różnych wersjach jest na tony. Ale światło daje bardzo fajne.






Tu też zestaw jak wyżej, tylko zamiast w osi obiektywu światło ustawione jest lekko z boku.






Miały być piękne kobiety, a tu taka niespodzianka. 
A niebawem jeszcze inne klimaty będą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz