Dziś na tapecie moja siostrzenica.
Ciężko ją się fotografuje. Kaprysi strasznie i zwykle ucieka sprzed aparatu, o pozowaniu można zapomnieć, chyba że do kooperacji włączy się jej mama, ale wtedy efekty też bywają różne.
Tu wykorzystałem chwilę nieuwagi jak była zajęta jedzeniem jabłka.
Światło tylko z dużego okna po prawej stronie.
A tu złapana na dworze. Uśmiecha się do mamy, więc łatwo było cyknąć fotkę, uff.
A tu razem z mamą. Ładny rodzinny portrecik. Wkoło dużo śniegu, który działa jak blenda i rozjaśnia cienie na twarzach.
Tyle na dziś, niebawem jeszcze duża porcja portretów rożnego pochodzenia.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz