Dziś sesja z lekka stylizowana.
Model Michał, sam pomysł stylizacji jego autorstwa.
Staraliśmy się stworzyć klimat portretów z lat 50. Próbowałem ustawić jak najbardziej klasyczne światło. Taki efekt.
No myślę, że się udało.
A na koniec zabawy z bronią. Klimat bardziej gangsterski jak dla mnie, ale też fajnie.
czwartek, 30 grudnia 2010
wtorek, 28 grudnia 2010
Rawicki las
Będąc w Rawiczu na święta skorzystałem z okazji i wybrałem się na dłuuugi spacer do lasu, poficić zimowe klimaty.
Pierwsze to moje ulubione z tej wyprawy, którą przypłaciłem lekkim przeziębieniem. Ale warto było.
A zanim dotarłem do lasu, natrafiłem na całkiem fotogeniczną ciężarówkę.
Tu jeszcze jeden detal.
A tu jakieś zwierzątko zaznaczyło swoją obecność.
Naprawdę magicznie było.
A jak wracałem, to już w mieście zobaczyłem te dwie brzozy oświetlone ciepłym światłem popołudniowego słońca.
A moje buty po wyprawie wyglądały tak. Morał - trzeba zainwestować w stuptuty.
Pierwsze to moje ulubione z tej wyprawy, którą przypłaciłem lekkim przeziębieniem. Ale warto było.
A zanim dotarłem do lasu, natrafiłem na całkiem fotogeniczną ciężarówkę.
Tu jeszcze jeden detal.
A w lesie było całkiem pięknie i zimowo. Nawet prosto z aparatu fotka dosyć fajna.
Tego zdjęcia wyjaśnić nie umiem. Niby zwykłe drzewo, a jakieś takie fajne.
A tu jakieś zwierzątko zaznaczyło swoją obecność.
Naprawdę magicznie było.
A tu też nie wiem o co chodzi. Patyczek po prostu.
A jak wracałem, to już w mieście zobaczyłem te dwie brzozy oświetlone ciepłym światłem popołudniowego słońca.
A moje buty po wyprawie wyglądały tak. Morał - trzeba zainwestować w stuptuty.
Znowu mgła
Jadąc do domu do rodziców na święta warunki do jazdy były ciężkie, ze względu na panującą mgłę. Ale dzięki temu mogłem wykonać kilka mało kontrastowych ujęć krajobrazu. Uwielbiam po prostu focić we mgle.
Kontrast mały, obrazy niby mdłe, ale jak dla mnie o to chodzi w mgle. Można z łatwością podciągnąć kontrast w obróbce na kompie, ale wtedy fotki gubią ten swój mglisty klimat.
A tu jakaś poboczna droga. Nie była to zbyt gęsta mgła, ale jednak!
Kontrast mały, obrazy niby mdłe, ale jak dla mnie o to chodzi w mgle. Można z łatwością podciągnąć kontrast w obróbce na kompie, ale wtedy fotki gubią ten swój mglisty klimat.
A tu jakaś poboczna droga. Nie była to zbyt gęsta mgła, ale jednak!
niedziela, 26 grudnia 2010
Magda trochę świątecznie
Dziś zaległe zdjęcia sprzed dwóch tygodni. Lądują na blogu dopiero dziś, bo miały być trzymane w sekrecie przed dziadkami aż do świąt.
Tutaj fotka studyjna, ale światło tylko z zimnego ognia.
I inny portrecik, sama radość.
I kolejny portrecik.
czwartek, 23 grudnia 2010
Anna
Dziś kolejna sesja portretowa, tym razem jako prezent urodzinowy.
Znowu światło z muszli. Całkiem korzystnie myślę.
I raz jeszcze, tym razem na białym tle.
A tu kolejny chill out po sesji przed blokiem. Późno było, to i tło się niebieskie zrobiło.
Znowu światło z muszli. Całkiem korzystnie myślę.
I raz jeszcze, tym razem na białym tle.
A tu kolejny chill out po sesji przed blokiem. Późno było, to i tło się niebieskie zrobiło.
środa, 22 grudnia 2010
Widelec
A dziś coś z zupełnie innej beczki.
Zoczone na stole podczas wizyty u znajomych. Tylko światło świecy.
Czasem to mnie to normalnie fascynuje jakie rzeczy mogą oko przyciągnąć. Zwykły widelec, a taki jakiś ciekawy.
Zoczone na stole podczas wizyty u znajomych. Tylko światło świecy.
Czasem to mnie to normalnie fascynuje jakie rzeczy mogą oko przyciągnąć. Zwykły widelec, a taki jakiś ciekawy.
sobota, 18 grudnia 2010
Asia i Leszek
Nowe tło ciągle dzieli i rządzi, bezdyskusyjnie.
Ostatnio zmaltretowałem przy jego pomocy dwójkę przyjaciół. Oto efekty.
Nawet się we dwoje zmieścili.
A tu zdjęcie w zdjęciu, czemu by nie.
Niebawem myślę coś bardziej poważnego umieścić.
Ostatnio zmaltretowałem przy jego pomocy dwójkę przyjaciół. Oto efekty.
Nawet się we dwoje zmieścili.
A tu zdjęcie w zdjęciu, czemu by nie.
No i te kolory.
Niebawem myślę coś bardziej poważnego umieścić.
piątek, 17 grudnia 2010
Nocna śnieżne
Jak też obiecałem, znowu zimowo.
Wracałem do domu, i zobaczyłem moje osiedle ośnieżone po całym dniu opadów, i po prostu nie mogłem się powstrzymać mimo późnej pory. Chwyciłem kompakta i statyw i zacząłem focić, a obrazy się same układały.
Następnie udałem się na stary rynek pofocić rzeźby lodowe. Trochę się zawiodłem, bo myślałem, ze będą lepiej oświetlone, no ale cóż. Oto jedna z rzeźb.
A tu detal innej.
Całkiem owocna fotograficznie noc.
Wracałem do domu, i zobaczyłem moje osiedle ośnieżone po całym dniu opadów, i po prostu nie mogłem się powstrzymać mimo późnej pory. Chwyciłem kompakta i statyw i zacząłem focić, a obrazy się same układały.
Było naprawdę ślicznie.
Takie ciekawe rzeczy można było zobaczyć na osiedlu. Nawet nie trzeba daleko szukać by coś ciekawego znaleźć.
A tu nieopodal, pod trasą katowicką. Też zrobione w nocy, choć można się pomylić.
Następnie udałem się na stary rynek pofocić rzeźby lodowe. Trochę się zawiodłem, bo myślałem, ze będą lepiej oświetlone, no ale cóż. Oto jedna z rzeźb.
A tu detal innej.
Całkiem owocna fotograficznie noc.
środa, 15 grudnia 2010
Klaudia
Dziś kolejne foty ze studia.
Modelka Klaudia. Makijaż jej autorstwa.
Na początek moje ulubione zdjęcie z tej sesji. A wszystko dzięki klasycznemu ustawianiu światła - muszelce.
Zestaw tło plus beauty dish rządzi. Nadal.
Trochę mi się znudziło czarne tło, postanowiłem trochę poeksperymentować. I taki efekt.
Modelka Klaudia. Makijaż jej autorstwa.
Na początek moje ulubione zdjęcie z tej sesji. A wszystko dzięki klasycznemu ustawianiu światła - muszelce.
Zestaw tło plus beauty dish rządzi. Nadal.
Trochę mi się znudziło czarne tło, postanowiłem trochę poeksperymentować. I taki efekt.
A jutro znów będzie śnieg.
Autoportrety - podejście drugie
Dziś znowu wziąłem się za siebie. Tym razem tło własnej produkcji, o którym było w ostatnim poście.
Oświetlenie znowu z beauty dish'a. Bardzo mi się podoba klimat jaki tworzy to światło wraz z tym tłem.
I jakoś te kolory mi leżą. Trochę kontrastu, winietka i mamy taki odjechany portrecik.
Uwielbiam kaszkiety.
Dodam, że napis na koszulce odnosi się oczywiście do fotografii - tyle pięknych kobiet, a tak mało czasu by je fotografować...
niedziela, 12 grudnia 2010
Próba tła
Coś się dziś rozpędziłem z postami, bo to już trzeci, ale fotek się nazbierało, więc jedziemy.
Fotograf, jak się okazuje, czasem musi się pobawić w wykańczanie wnętrz, żeby osiągnąć zamierzony efekt.
Już dawno temu wymarzyłem sobie, że zrobię jakieś przenośne tło z ciekawą tapetą na którym będę robił mocno kontrastowe fotki z ciekawymi kolorami.
W końcu się za to wziąłem. Trzy dni szukania odpowiedniej tapety w necie, dwa dni na wysyłkę, półtora godziny w praktikerze w kolejce po płytę osb i jej przycięcie, później godzina kładzenia tapety.
Kindze dziękuję za fachowa pomoc w tapetowaniu, no i oczywiście za pozowanie w celu wypróbowania efektu.
Światło z lampy błyskowej z handmade beauty dish'em.
I tak to właśnie miało wyglądać.
Co się będę rozpisywał, bardzo mi się podoba to tło.
A jak kolory fajnie grają na tym tle.
No nie?
Tyleż, niebawem więcej zdjęć z tym tłem.
Trochę refleksji i trochę o sprzęcie
Ten post będzie bez fotek.
Zaczynając bloga miałem pomysł, że będę tu wrzucał zdjęcia tylko z kompakta. Podyktowane to było tym, że chciałem odnaleźć tą pierwotną radość fotografowania, którą miałem na początku zabawy w to hobby.
To, jak rozwinęła się sytuacja, przerosło moje oczekiwania.
Blog działa już ponad miesiąc. Dziś na liczniku wyświetleń stuknęło 500, co uważam za całkiem dobry wynik. Postów jest już 30, z czego 27 z nowymi zdjęciami, w przygotowaniu 3 następne.
Tyle suchych danych. Dziękuję za wszystkie odwiedziny i pozytywny feedback. Nic tak nie cieszy jak to, że ktoś oprócz mnie ma ochotę się choć przez chwilę na te fotki pogapić.
Ale do rzeczy. Nie robiłem zdjęć dwa lata, a przez ten miesiąc latania po krzakach we mgle z kompaktem znowu czułem tę magiczną radość tworzenia, kiedy to czas nie istnieje a rzeczywistość zamienia się w źródło cudownych obrazów (no dobra, tu sobie wlewam).
Wcześniej nie chciało mi się wyciągać aparatu nawet jak widziałem coś fajnego, obecnie fotografuję prawie codziennie. I nieważne, czy focę kompaktem jakieś stare kościoły lub czerwone hydranty czy też ustawiam 20 minut światło w studiu by dobrze oświetlić modelkę - zatracam się w tym i chcę więcej.
Więc wyprawa do źródeł radości fotografowania zakończyła się sukcesem. Co bardziej spostrzegawczy pewnie zauważyli, że zmieniłem podtytuł bloga. Wybrałem taki, bo fotografia jest dla mnie teraz przede wszystkim zajebistą (mój blog to nawet sobie przekląć mogę) zabawą. I myślę, że tak zostanie, a jak coś się zmieni to mam już sprawdzony sposób, jak się tym dobrze bawić.
Co do sprzętu, to odkurzyłem lustrzankę, póki co tylko na portrety. Gdy fotografuje ludzi to rzadko używam tylko zastanego światła, a zmuszenie kompakta do współpracy z lampami błyskowymi jest trudne i niepotrzebnie pożera uwagę, którą można przeznaczać na komponowanie zdjęcia.
Jakby kogoś interesowało jakiego sprzętu używam dokładnie, można zapytać, to opiszę. Na blogu nie zamierzam się o sprzęcie rozpisywać, ma to być blog fotograficzny a nie sprzętowy.
Nadal uważam, że aparat się nie liczy, niektórymi robi się pewne rzeczy wygodniej. Generalnie chodzi o to, aby sprzęt nie przeszkadzał w urzeczywistnieniu wizji jaką się ma i zrobieniu dobrego zdjęcia. Fotki więc będą z tego, z czego będzie wygodniej, a światło będzie takie, jakie potrzebne. Rzekłem.
Zaczynając bloga miałem pomysł, że będę tu wrzucał zdjęcia tylko z kompakta. Podyktowane to było tym, że chciałem odnaleźć tą pierwotną radość fotografowania, którą miałem na początku zabawy w to hobby.
To, jak rozwinęła się sytuacja, przerosło moje oczekiwania.
Blog działa już ponad miesiąc. Dziś na liczniku wyświetleń stuknęło 500, co uważam za całkiem dobry wynik. Postów jest już 30, z czego 27 z nowymi zdjęciami, w przygotowaniu 3 następne.
Tyle suchych danych. Dziękuję za wszystkie odwiedziny i pozytywny feedback. Nic tak nie cieszy jak to, że ktoś oprócz mnie ma ochotę się choć przez chwilę na te fotki pogapić.
Ale do rzeczy. Nie robiłem zdjęć dwa lata, a przez ten miesiąc latania po krzakach we mgle z kompaktem znowu czułem tę magiczną radość tworzenia, kiedy to czas nie istnieje a rzeczywistość zamienia się w źródło cudownych obrazów (no dobra, tu sobie wlewam).
Wcześniej nie chciało mi się wyciągać aparatu nawet jak widziałem coś fajnego, obecnie fotografuję prawie codziennie. I nieważne, czy focę kompaktem jakieś stare kościoły lub czerwone hydranty czy też ustawiam 20 minut światło w studiu by dobrze oświetlić modelkę - zatracam się w tym i chcę więcej.
Więc wyprawa do źródeł radości fotografowania zakończyła się sukcesem. Co bardziej spostrzegawczy pewnie zauważyli, że zmieniłem podtytuł bloga. Wybrałem taki, bo fotografia jest dla mnie teraz przede wszystkim zajebistą (mój blog to nawet sobie przekląć mogę) zabawą. I myślę, że tak zostanie, a jak coś się zmieni to mam już sprawdzony sposób, jak się tym dobrze bawić.
Co do sprzętu, to odkurzyłem lustrzankę, póki co tylko na portrety. Gdy fotografuje ludzi to rzadko używam tylko zastanego światła, a zmuszenie kompakta do współpracy z lampami błyskowymi jest trudne i niepotrzebnie pożera uwagę, którą można przeznaczać na komponowanie zdjęcia.
Jakby kogoś interesowało jakiego sprzętu używam dokładnie, można zapytać, to opiszę. Na blogu nie zamierzam się o sprzęcie rozpisywać, ma to być blog fotograficzny a nie sprzętowy.
Nadal uważam, że aparat się nie liczy, niektórymi robi się pewne rzeczy wygodniej. Generalnie chodzi o to, aby sprzęt nie przeszkadzał w urzeczywistnieniu wizji jaką się ma i zrobieniu dobrego zdjęcia. Fotki więc będą z tego, z czego będzie wygodniej, a światło będzie takie, jakie potrzebne. Rzekłem.
Magda nie kompaktowo
Dziś na tapecie moja siostrzenica.
Ciężko ją się fotografuje. Kaprysi strasznie i zwykle ucieka sprzed aparatu, o pozowaniu można zapomnieć, chyba że do kooperacji włączy się jej mama, ale wtedy efekty też bywają różne.
Tu wykorzystałem chwilę nieuwagi jak była zajęta jedzeniem jabłka.
Światło tylko z dużego okna po prawej stronie.
A tu złapana na dworze. Uśmiecha się do mamy, więc łatwo było cyknąć fotkę, uff.
A tu razem z mamą. Ładny rodzinny portrecik. Wkoło dużo śniegu, który działa jak blenda i rozjaśnia cienie na twarzach.
Tyle na dziś, niebawem jeszcze duża porcja portretów rożnego pochodzenia.
sobota, 11 grudnia 2010
Gabrysia
Dziś znowu inne klimaty.
Rozpędziłem się ostatnio z portretami w studiu, stąd też ich trochę na blogu. A patrząc na fotki to widzę, ile jeszcze nauki i pracy przede mną. Ale źle nie jest, a poniżej efekty z ostatniej wizyty w studiu.
Modelką na sesji była Gabrysia.
Bardzo lubię te fotki na białym tle. Taki niby klimat z zdjęć mody, ale do dzieci też się nadaje.
A tu ringlight znowu w akcji.
Białe tło raz jeszcze.
A tu już chilout po sesji przed blokiem.
Długi czas naświetlania i lampa błyskowa z maleńkim dyfuzorem trzymana w ręce. Bilans bali na światło błyskowe, stąd ciepłe kolory tła
Dzieci to dla mnie trudniejszy chleb niż dorosłe osoby, choć jak się sesja rozkręciła to mieliśmy tyle śmiechu, że aż mnie brzuch rozbolał. Czyli wszystko na miejscu, jest wesoło na sesji to i fotki całkiem pocieszne wychodzą.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
































