piątek, 19 listopada 2010

Cukrowania, czyli przemysłowo

Dzisiejszy odcinek sponsoruje literka "g" jak gorilla. A to dlatego, że tak nazywa się statyw, za pomocą którego zrobiłem poniższe fotki.

źródło:
otchłań internetu
Wygląda to tak, a przeczytać o tym można tu. Jest bardzo poręczny i nie zajmuje dużo miejsca. Da się na nim nawet lustrzankę utrzymać, ale jest z tym trochę trudno (wiem, bo próbowałem), ale na kompakta jak znalazł.  

Często wyzwaniem jest znaleźć coś, na czym można go postawić lub coś, do czego można go przyczepić. Inaczej zostaje tylko opcja na ziemi, co ogranicza wybór perspektywy, a w przypadku lustrzanki bez podglądu live view problemem staje się patrzenie przez wizjer.

W porównaniu ze klasycznymi statywami podobnej wielkości daje naprawdę duże możliwości, można go w dziwnych miejscach rozstawiać lub przyczepić, a poziomowanie nie stanowi problemu.

No ale do rzeczy. Wracając z pracy, gdy zobaczyłem cukrownię w Środzie Wielkopolskiej przez okno samochodu, od razu wiedziałem, że muszę ją sfotografować. Uzbrojony w mojego kompakta i opisany wyżej statyw, zacząłem. I się działo.

To w sumie jedna z ostatnich fotek, jakie zrobiłem tamtego wieczoru. Dość długo szukałem miejsca, które pozwoliłoby pokazać jak najwięcej odbicia bez wchodzących w kadr słupów i innych bzdetów. Miałem pomysł, żeby podejść bliżej wody, ale jako, że są to bagna Średzkie, wolałem nie ryzykować. Wyszło jak wyszło, ale daje szeroki pogląd na sytuację. Statyw rozstawiony na dachu zaparkowanego auta, nie mojego.




Kolejne to moje ulubione. Dym ze względu na długi czas naświetlanie miękko się zarejestrował, a czarno-biała wersja wygląda jak robiona w dzień. Statyw na dużym kontenerze na śmieci zaraz przy ogrodzeniu cukrowni.

Próbowałem usunąć ten komin po lewej w Gimp'ie,  ale bez niego zdjęcie jakoś tak mdło wyglądało.





A na poniższym jest trochę bałagan, ale jakoś miło mi się na nie patrzy, chyba przez ładną kolorystykę. Aparat stał bezpośrednio na dachu mojego samochodu, w którym odbija się cukrownia. Zrezygnowałem ze statywu, ponieważ z nim do kadru załapywał się  plac, na którym stały jakieś auta. Dzięki postawieniu aparatu na dachu i wypoziomowaniu starym indiańskim sposobem, czyli podkładając pod niego sznurek, który normalnie służy do zakładania na nadgarstek, uzyskałem perspektywę pozwalającą ująć tylko cukrownię i odbicie, bez rozpraszającego ciemnego placu.




Fotki całkiem całkiem według mnie, ale nie to jest istotne, gdyż dawno nie miałem tyle czystej radochy z focenia co wtedy. I o to chodzi!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz